4PM >
Artykuły
>
Heurystyka
> 40 narzędzi ARIZ - przybliżenie...
Jerzy Grześka
40 narzędzi ARIZ - przybliżenie drugie
No to popróbujmy spełnić obietnicę daną uprzednio i rozwinąć nieco te ponad czterdzieści podstawowych chwytów. Dlatego w tej części rozważań poświęconych heurystyce będzie mniej pływania po temacie, a więcej szczegółów. Na początek pomysł wart niejednego scenariusza książki czy filmu z gatunku kryminalnych.
"Zasada działania zapobiegawczego:
- wykonać potrzebne działanie zawczasu (całkowicie lub choćby częściowo);
- zawczasu rozstawić obiekty tak, aby mogły one przystąpić do działania bez straty czasu na dostarczanie ich i aby były w najdogodniejszym miejscu."
W wspomnianej w poprzednich odcinkach rozważań książce Henryka Altszullera ilustracją do tej zasady jest kryminałek o treści wielu mieszkańcom nie tylko kraju nad Wisłą i Odrą całkiem miłej, bo rzecz jest o ... nielegalnym zdobywaniu napoju przez „wielbicieli” nazywanym "wodą życia", a przez profanów po prostu spirytusem etylowym. Było mniej więcej tak. W jakiejś fabryczce farb i lakierów jednym z niezbędnych do produkcji surowców był wspomniany spirytus etylowy. W odległości powiedzmy ze dwadzieścia kilometrów była sobie gorzelnia. Więc obaj biznesmeni – ten od farb i ten od spirytusu - doszli do porozumienia: skoro jeden produkuje dobry towar, a drugiemu trzeba, no to pohandlujemy. Do cywilizacji wytyczanej torami kolejowymi było dość daleko, więc ustalono precyzyjnie tok postępowania. Spirytus jak wiadomo paruje bardzo szybko, zwłaszcza gdy po drodze da się go wlać w spragnione gardła w postaci przetworzonej lub nieprzetworzonej. Aby więc uniknąć strat w transporcie, na terenie gorzelni stanie cysterna na kółkach. Do cysterny trzy razy na tydzień gorzelnia wlewa zamówione 10 m3 spirytusu starannie go odmierzając. Następnie wszystkie zawory są komisyjnie plombowane, cysterna połączona z ciągnikiem drogowym i tak skonstruowany pojazd kołowy wyprawiany jest w drogę. Na miejscu, u odbiorcy, również komisyjnie sprawdzane są plomby na zaworach, a następnie zawartość cysterny spuszczana jest do zbiorników magazynowych fabryki farb i lakierów przez układ pomiarowy równie precyzyjny co w gorzelni. Następnie cysterna wraca grzecznie do gorzelni i oczekuje na następny transport. Jak postanowiono, tak zrobiono. Przez ładnych parę tygodni procedura działała bez pudła. Układy pomiarowe w gorzelni i w fabryce, równie starannie skalibrowane, wykazywały jedynie normatywne odchylenia powiedzmy rzędu 1 dm3. Sielanka normalności dobiegła końca - cóż, jesteśmy tylko ludźmi.
Wizja bezczelnie jeżdżących po drodze tysięcy litrów niczym nie skażonej gorzały przedniej jakości nie dawała spokoju obywatelom spragnionym darmowych napitków w nieograniczonej ilości. Widocznie okres trzeźwości wpłynął pozytywnie na procesy myślowe miejscowych geniuszy, bo nagle w kolejnym transporcie stwierdzono w fabryce odchylenie ujemne od wielkości zmierzonej w gorzelni w wysokości rzędu 20 dm3. Jeden raz, to nie raz. Ale zjawisko zaczęło się powtarzać coraz częściej. Nie trzeba było wzywać Sherlocka Holmesa, wniosek był prosty. Miejscowe pijaki znalazły w końcu skuteczny sposób na kradzież spirytusu. Ale jak?
Na początku użyto tradycyjnych metod zapobiegawczo-kontrolnych. Ponownie skalibrowano oba układy pomiarowe - błędu nie było. Zatrudniono straż: od chwili tankowania do chwili rozładowania nieprzekupni strażnicy pilnowali cysterny, a inni strażnicy pilnowali tych pierwszych na wszelki wypadek. Sama cysterna została rozebrana niemal na części pierwsze i poskładana z powrotem w całość dla udowodnienia, że nie ma żadnych "lewych" kurków ani zamaskowanych otworów do spuszczania części smakowitej zawartości. No nic kompletnie. A spirytus nadal ginął...
Tu chwila przerwy na namysł dla chętnych Czytelników - czy wiesz już jak kradli spirytus?
Użytkownicy, którzy przeczytali ten artukuł, przeczytali również
Strony
1
2
3
4
Komentarze do tego artykułu